Co decyduje o efektywności talerzowania pożniwnego?

Kombajn zjechał z pola, słoma sprasowana, a na ściernisku zostały resztki pożniwne i mocno nasłoneczniona gleba. To moment, w którym wielu rolników staje przed pytaniem: talerzować od razu czy poczekać? Decyzja nie jest prosta, bo zarówno zbyt wczesny, jak i zbyt późny zabieg może przynieść więcej szkody niż pożytku.

Co talerzowanie tak naprawdę robi z glebą?

Talerzowanie to płytka uprawa – najczęściej na głębokości 8-12 cm – wykonywana talerzami, które tną, kruszą i mieszają wierzchnią warstwę gleby. Efekt końcowy zależy od tego, w jakim stanie jest gleba i co chcemy osiągnąć. Zabieg wykonany we właściwym momencie daje kilka konkretnych efektów:

 

  • rozdrabnia i miesza resztki pożniwne z glebą, co przyspiesza ich rozkład przez mikroorganizmy,
  • przerywa podciąganie wody włoskowatej i ogranicza parowanie, zatrzymując wilgoć w profilu glebowym,
  • niszczy kiełkujące chwasty i samosiewy w fazie siewki, zanim zdążą się ukorzenić,
  • wyrównuje powierzchnię pola i wstępnie kruszy grudy, ułatwiając późniejszą uprawę przedsiewną.

To, czego talerzowanie nie robi – nie zastępuje orki, nie rozluźnia głębszych warstw gleby i nie niweluje problemów z zagęszczeniem podglebia. Jest narzędziem do pracy z wierzchnią warstwą, nie z całym profilem.

Talerzowanie pożniwne

Kiedy wyjechać w pole po żniwach?

Najlepszy moment to możliwie krótko po zbiorze, najlepiej tego samego dnia lub następnego. Powód jest prosty: każda godzina słonecznej pogody to woda odparowująca z odsłoniętej gleby. Świeże resztki pożniwne są jeszcze wilgotne i elastyczne, więc łatwiej je rozdrobnić i wymieszać.

W praktyce nie zawsze jest to oczywiście wykonalne. Kombajn jedzie dalej, trwa transport słomy, a maszyn bywa za mało. Jeśli talerzowanie musi poczekać, warto ustalić kolejność pól. Pierwszeństwo powinny mieć:

  • pola po rzepaku, gdzie ryzyko samosiewów jest największe i każdy dzień zwłoki oznacza kolejne kiełkujące rośliny,
  • gleby lekkie, które szybciej wysychają i twardnieją,
  • stanowiska z dużą masą resztek, gdzie bez wymieszania rozkład będzie przebiegał powoli.

 

W jakich sytuacjach talerzowanie to błąd?

Są sytuacje, w których wjazd z broną talerzową przynosi więcej strat niż korzyści.

Pierwsza to długa susza i tym samym przesuszona, zwięzła gleba. Talerze przy złej regulacji głębokości zamiast wymieszać resztki tworzą warstwę pylistego, suchego materiału, który po pierwszym deszczu zasklepia się w twardą skorupę. W takich warunkach rozsądniej poczekać na opady albo ograniczyć głębokość zabiegu do niezbędnego minimum.

Druga to gleba nadmiernie wilgotna. Po intensywnych opadach talerzowanie na ciężkiej glebie gliniastej powoduje jej ugniatanie. Talerze przestają ciąć, zaczynają lepić glebę i wyciągać na powierzchnię płaskie bryły, które po wyschnięciu twardnieją i utrudniają siew.

Trzecia sytuacja to pole przeznaczone pod orkę. Jeśli w planie jest orka jesienna, talerzowanie jako osobny zabieg bywa zbędne. Pług odwróci resztki pożniwne równie skutecznie, a dodatkowy przejazd to koszt paliwa, roboczogodzin i kolejne zagęszczenie gleby przez koła ciągnika.

Talerzowanie po zbożach, rzepaku i kukurydzy

Resztki pożniwne różnych roślin zachowują się inaczej i wymagają odmiennego podejścia. Po pszenicy i innych zbożach słoma jest stosunkowo drobna i łatwa do wymieszania. Jeden przejazd zwykle wystarczy, żeby rozdrobnić resztki i uruchomić ich rozkład. Kluczowe jest tempo: im szybciej po zbiorze, tym lepszy efekt.

Po rzepaku sprawa jest bardziej złożona. Roślina zostawia grube łodygi i sporą masę resztek, ale największym problemem są samosiewy. Nasiona rzepaku kiełkują przez wiele tygodni, a każda roślina, która zakorzeni się przed siewem kolejnej uprawy, staje się chwastem w zbożu. Talerzowanie tuż po zbiorze przerywa pierwszą falę kiełkowania, lecz nie ostatnią. Warto zaplanować drugi zabieg po kilku tygodniach, gdy kolejna generacja samosiewów wejdzie w fazę siewki.

Po kukurydzy łodygi są grube i twarde (chyba, że odbył się zbiór kukurydzy na kiszonkę), więc brona talerzowa często nie radzi sobie z nimi bez wcześniejszego rozdrobnienia mulczerem. Talerzowanie przy dużej masie nierozdrobnionych łodyg kończy się ich nawijaniem na talerze i zapychaniem maszyny.

Jak głęboko talerzować?

Głębokość zabiegu powinna wynikać z celu, nie z przyzwyczajenia operatora. Kiedy chodzi głównie o przerwanie parowania i zniszczenie kiełkujących chwastów, wystarczy uprawa naprawdę płytka, obejmująca jedynie górną warstwę gleby. Schodzenie głębiej niepotrzebnie przesusza profil i pogarsza warunki dla mikroorganizmów odpowiedzialnych za rozkład resztek.

Gdy celem jest wymieszanie dużej masy resztek pożniwnych, sensowna jest praca nieco głębsza. Resztki trafiają wtedy w warstwę o wyższej wilgotności i szybciej się rozkładają.

Praca na głębokości zbliżonej do orki traci charakter uprawy pożniwnej i staje się kosztowna bez proporcjonalnej korzyści. Konkretne ustawienie warto ustalić z wykonawcą po ocenie stanu pola, bo ta sama głębokość na glebie lekkiej i na ciężkiej daje zupełnie inny rezultat.

Jeden przejazd czy dwa?

To pytanie wraca najczęściej  przy polach z dużą ilością resztek. Dwa przejazdy w różnych kierunkach dają lepsze rozdrobnienie, ale oznaczają też podwójny koszt.

Odpowiedź zależy od kilku czynników:

  • przy drobnych resztkach, jak słoma zbóż, jeden przejazd zwykle załatwia sprawę ,
  • przy grubych łodygach rzepaku lub kukurydzy po mulczowaniu drugi przejazd w poprzek pierwszego wyraźnie poprawia wymieszanie,
  • jeśli w ciągu kilku tygodni planowana jest orka, drugi przejazd talerzami staje się zbędny.

Talerzowanie pożniwne brona

Talerzowanie a okno agrotechniczne przed siewem zbóż ozimych

Sierpień to początek odliczania do siewu zbóż ozimych. Pszenica ozima, żyto i pszenżyto trafiają w pole na przełomie września i października, co daje kilka tygodni na przygotowanie gleby.

Talerzowanie wykonane zaraz po zbiorze uruchamia rozkład resztek i daje czas na mineralizację materii organicznej przed siewem. Odkładanie zabiegu na koniec września spycha wszystkie pozostałe prace uprawowe na ostatnią chwilę, a to zwykle kończy się uprawą w warunkach dalekich od optymalnych, bo o terminie decyduje wtedy kalendarz, nie stan gleby. Więcej o planowaniu prac po żniwach znajdziesz w naszym artykule o uprawie pożniwnej.

Talerzowanie zlecone: co warto sprawdzić?

Przy zleceniu talerzowania na zewnątrz liczy się przede wszystkim dopasowanie maszyny do wielkości pól. Wąski agregat na dużym areale wydłuża czas pracy i podnosi koszt jednostkowy zabiegu. Jeden z zestawów, którymi pracujemy w Agrocontractor to np. ciągnik 7R 350 z broną talerzową Väderstad Carrier XL 820 o szerokości roboczej 7,94 m i 64 talerzach o średnicy 450 mm, co przekłada się na wydajność około 3 ha na godzinę.

Druga sprawa to możliwość płynnej regulacji głębokości. Pole rzadko bywa jednorodne, a ustawienie agregatu raz na cały areał daje nierówny efekt na przejściach między glebą lżejszą a cięższą.

Trzecia to prowadzenie równoległe z sygnałem RTK, które ogranicza nakładki między przejazdami. Przy szerokim agregacie różnica w zużyciu paliwa i czasie pracy jest zauważalna już przy kilkudziesięciu hektarach, a dokumentacja zabiegu trafia do Operations Center, więc po zakończeniu pracy wiadomo dokładnie, jaka powierzchnia została obrobiona i w jakich parametrach.

Paweł

Boruszewski

Podobne

Przeczytaj także

Paweł

Boruszewski

Paweł

Boruszewski

Paweł

Boruszewski

Paweł

Boruszewski

Paweł

Boruszewski

Paweł

Boruszewski